Kilka kadrów z pleneru Ani i Seweryna

Cięcie skarpetek, czyli ślub w Danii

Było to pewnej pięknej, majowej soboty.  Słoneczko delikatnie grzało. Hania, Panna Młoda, umówiła się na wizytę u fryzjera w Grudziądzu, w tym samym miejscu “makijażowała” się – czego oczywiście nie omieszkałem zapisać na 16Gb kartach pamięci. Zdjęcia w Grudziądzu skończyliśmy ok godz 11. Następny przystanek to oddalony o ok 50km od Grudziądza Pałac w Bałoszycach, gdzie miał się odbyć ślub i wesele. W Pałacu umówiliśmy się z Hanią na godz 13, dlatego miałem chwilę, żeby udać się do “restauracji” o polsko brzmiącej nazwie makdonalds, gdzie zjadłem pyszny tradycyjny polski obiad o nazwie “makciiikien z frytkami w zestawie nie powiększonym z kolą”. A brzuszek powoli rośnie… no ale :] Po obiedzie udałem się w stronę Bałoszyc. Droga prowadziła przez malownicze, zielone i pagórkowate tereny, pełen relaaaaaaks, dopiero Pan w granatowym mundurku, machający do mnie jakimś przedmiotem, wybił mnie z tego błogostanu, ale tylko na chwilę, bo nawet jego karteczka, która mi podarował, a na niej cyferki 300 (pln) oraz 8 (pkt) nie zepsuła mi humoru. Kiedy dojechałem do pałacu po raz pierwszy miałem przyjemność poznać szczęśliwego Pana Młodego. Soren, bo tak ma na imię, to przemiły Duńczyk, z nieprzeciętnym poczuciem humoru. Ok godz 15 Młodzi udali się bryczką w kierunku pięknego jak się potem okazało, niewielkiego kościółka oddalonego o ok 5km od pałacu. Malowniczy kościół, dość wyluzowany proboszcz oraz nie znikające z ust Hani i Sorena uśmiechy – cóż mi było więcej do szczęścia potrzeba… Po ceremonii, powrót do Bałoszyc a tam… kontakt z ciekawymi duńskimi tradycjami. Jedną z nich były przemowy gości, przy niektórych kręciła się w oku łza ze wzruszenia, przy innych można było pęknąć ze śmiechu, kiedy np. świadek opowiadał wspólne przygody jakie przeżywali z Sorenem. Jedna jednak tradycja, przebiła chyba wszystko, w mojej pamięci zostanie na długo, była ciekawą sugestią, co teraz może spotkać biednego Sorena – o jaką tradycję chodzi – zgadnijcie sami, podpowiem, że o ile Soren, jeszcze pewnie nie raz wskoczy w ślubny frak, o tyle skarpetki…

show hide 1 comment

Komuno wróć…

W maju miałem przyjemność robić reportaż pewnej KOMUNISTCE, a dokładnie Dominice, która w tym dniu przyjęła Pierwszą Komunię Świętą. Kilka dni po tej uroczystości wybraliśmy się z Dominiką na plener. Dominika to dziewczynka bardzo żywiołowa, szalona, energiczna, mająca tysiąc pomysłów na minutę. Należy do dzieci, które raczej nie usiedzą długo w jednym miejscu – tym bardziej byłem mile zaskoczony (nie tylko ja – mama Dominiki – Agnieszka, również) zachowaniem “modelki” podczas naszej sesji – spokojna, wręcz poważna, słuchająca wszystkich moich wskazówek, realizująca bez mrugnięcia okiem moje pomysły. Chwilami miałem wrażenie, że robię plener Pannie Młodej. Co z tego wyszło – zapraszam do oglądania i komentowania;)

show hide 1 comment

Sezon w pełni….

Jak widać na załączonym obrazku, sezon ślubny w pełni, a temperatura w “pracowni” bliska 28st C – nie tylko ze względu na aurę za oknem… Jak znajdę chwilkę (hahahah dobre, sam już się do siebie śmieję jak tak piszę/mówię) wrzucę śakieś nowe nowości;)

Nadeeejszla wiekopomna chwila – ta daaaaaaaa mam Bloga ;]

Witam wszystkich baaaaaardzo serdecznie na moim pierwszym w życiu bloga. Mam nadzieję, że dzięki niemu dowiecie się trochę o mnie, o mojej rodzinie i mojej pracy. Choć sezon ślubny w szczycie, pracy po pachy a piwko w lodoowce traci ważność, postanowiłem znaleźć momencik na zorganizowanie tego internetowego dziecka – naczy się bloga :] Pierwsze zdjęcia jakie na nim zobaczycie, to zdjęcia Agnieszki i Michała, wiecznie uśmiechniętej, przesympatycznej pary o wyjątkowym (w pozytywnym tego słowa znaczeniu:] ) poczuciu humoru.

show hide 4 comments